- Michał...- szepnęłam. On objął mnie swoimi rękoma najmocniej jak potrafił, a ja mu uległam, tak bardzo tego potrzebowałam. Karol nie wiedział...nie wiedział nikt, prócz Bartka no i Zbyszka. Pomógł mi wstać, usiedliśmy na ławce i stwierdziłam, że mu powiem, ale nie tutaj, bo tutaj ktoś mógłby usłyszeć.
- Wszystko okej? - zapytał widząc, że oddychanie sprawia mi trudność, ale ja po prostu musiałam się uspokoić.
- Tak. - odpowiedziałam i usiadłam na hotelowym łóżku. Szybko znalazł się obok mnie i znów tonęłam w jego objęciach. Po kilkunastu minutach wiedział już wszystko, przynajmniej to o Zbyszku.
- Jak ja go dorwę! - skwitował tylko.
- Nie, Michał...nie róbmy sensacji. - powiedziałam przez łzy.
- Co za sukinsyn! - wstał i zaczął nerwowo chodzi po pokoju.
- Michał, proszę. - podeszłam do niego i wtuliłam się w niego. - Obiecaj, że nic mu nie zrobisz...- powiedziałam, musiałam stanąć na pufie, żeby dorównać mu wzrostem. Przez chwilę milczał. - Michał...obiecaj...
- Nie mogę Ci tego obiecać! Mam ochotę urwać mu łeb! - powiedział, był bardzo wzburzony a ja zaczęłam płakać. - Cii, Natalia, proszę, nie płacz - mówił ocierając łzy z moich policzków.
- Obiecaj...- wyszeptałam.
- Dobrze, obiecuję. - powiedział, przytulił mnie i pocałował w czubek głowy. - I jeszcze jedno, nie pozwolę, żeby ktokolwiek Cie skrzywdził, nigdy. - powiedział uprzednio ujmując moją zapłakaną twarz w swoje wielkie dłonie.
- Misiek, jak dobrze, że Cię mam! - powiedziałam i wtuliłam się w niego. Tak, zdecydowanie tego potrzebowałam, tego zapewnienia, tego przytulenia, tych oczu i tego głosu, potrzebowałam wtedy po prostu Michała. Nikogo więcej.
Ostatecznie Skra przegrała bój z Resovią, co nie napawało optymizmem chłopaków, a wręcz przeciwnie, ich stan psychiczny był tragiczny. Mecze z Lotosem czy z Politechniką za to były wygrane i tym o to sposobem Skra zajęła 5 miejsce w klasyfikacji końcowej, raczej słaby wynik, ale cóż, trzeba było zacząć szukać jakichś dobrych zawodników, którzy w następnym sezonie pociągnęliby grę.
Pomiędzy mną a Karolem był bardzo dobrze, a wręcz cudownie. Wtedy utwierdzałam się w przekonaniu, że dobrze zrobiłam dając mu szansę. Wspólne mieszkanie było w tej sytuacji genialną opcją! Byliśmy razem praktycznie przez cały czas, wspólnie jadaliśmy, wspólnie oglądaliśmy filmy nawet wspólnie graliśmy w Fifę. Było na prawdę dobrze, czułam się doceniana i szczęśliwa, a to chyba najważniejsze. Z Mariuszem było co raz lepiej, doskonale radził sobie beze mnie i bez naszych wspólnych nocy, nawet zbliżyliśmy się do siebie, ale tak przyjacielsko, ja starałam mu pomóc jakoś odbudować relacje z Pauliną, żeby znów ją pokochał i spoglądał na nią z takim pożądaniem, z jakim spoglądał na mnie. Opiekowałam się Arkiem zostawiając ich samych, lecz z relacji jaką zawsze zdawali mi oboje, oczywiście osobno, do niczego nie dochodziło, niestety, ale przynajmniej miło spędzali wieczory. Ciągle pogłębiała się moja relacja z Michałem, bywałam u niego dużo częściej, z racji tego, że Dagmara nie poprawiła swojego stosunku do rodziny i dalej wszystko olewała. Pojawiała się, odgrywała rolę matki i wyjeżdżała. Raz do Włoch a raz do Łodzi. Oliwier bardzo to przeżywał, a ja choćbym nie wiem jak chciała nie mogłam mu w pełni zastąpić matki, choć starałam się. Chodziliśmy razem na spacery, opiekowałam się nim podczas meczów, sypiałam czasami u Winiarskich czytając mu na dobranoc kolejną bajkę, a on chwalił mi się kolejnymi poczynaniami w szkole. Było dobrze, ale to wszystko nie było zdrowe, bo to Dagmara była jego matką, nie ja. Jednak mimo moich próśb, gróźb, krzyków i innych tego typu zachowań Dagmara dalej wyjeżdżała, choć czasami bywała w domu trochę częściej, jednak Oliwier już całkowicie stracił do niej szacunek. Nie chciał z nią przebywać, nie chciał się z nią bawić, nie miał na to ochoty. Chyba wbił sobie do głowy, że ona na prawdę przestała go kochać i on chciał zrobić to samo, ale jak matka może nie kochać własnego dziecka? Ona go kochała, tylko go zaniedbywała, ale on tego nie rozumiał, był za mały na takie sprawy. Michał jak Michał, starał się nie przekraczać granic, i nie robił tego, czasami leżąc na łóżku zasypiał na moich nogach, traktując je jak poduszkę, nie uważałam żeby to było coś złego, bo w tym samym czasie Oliwier był we mnie wtulony i również smacznie spał. Co chyba dobre, nie wpłynęło to na mój związek z Karolem, on rozumiał, że musiałam pomagać Michałowi, więc jak ja byłam z Winiarskimi to on był u Zatiego, i to tym razem z nim grał w Fifę, i chyba bardziej odpowiadał mu taki przeciwnik.
Koniec sezonu, przynajmniej dla nas, oznaczał tylko i wyłącznie zakończenie zmagań sportowych, bo w planach były bankiety, uroczystości i inne tego typu imprezy. Generalnie nikt nie mógł się ruszać z Bełchatowa, jednak dostaliśmy wolny weekend, na który nie było zaplanowanych żadnych imprez, ani niczego takiego. Mieliśmy z Karolem plany aby spędzić go razem, wyjechać gdzieś w góry, jednak mama mojego mężczyzny była łaskawa przerwać nam te plany bo nakazała Karolowi pilny przyjazd do Warszawy. Prosił abym z nim jechała, ale szczerze, nie miałam na to ochoty, na spotkanie z jego matką, która za każdym razem próbowała wytknąć mi jakieś błędy, a której ja, szczerze nie lubiłam.
Otworzyłam oczy, jednak na łóżku obok siebie nie ujrzałam Karola, bo nie było na nim niczego. Przekręciłam się na plecy aby rozejrzeć się po pokoju.
- Dzień dobry kochanie. - przywitał mnie jakże uradowany Karol.
- Cześć. - powiedziałam a on zbliżył się do mnie i delikatnie mnie pocałował.
- Już właściwie jestem spakowany i zaraz jadę. - poinformował mnie. - Na pewno nie chcesz ze mną jechać? - zapytał.
- Na pewno. - powiedziałam i zwlokłam się z łóżka, podeszłam do niego i mocno się w niego wtuliłam.
- Nie! Ja nie jadę! - powiedział gładząc moje włosy.
- Jedź! - powiedziałam i uśmiechnęłam się. - Twoja mama Cie przecież prosiła, nie?
- No tak, ale nie chcę się z Tobą rozstawać no...
- Ale my się nie rozstajemy, tylko Ty jedziesz do rodziny na weekend, jak wrócisz w poniedziałek to ja tu będę, nie martw się. - powiedziałam i znów się do niego przytuliłam.
- I dalej będziesz tylko moja? - zapytał uśmiechając się.
- Tak, cała Twoja. - powiedziałam i pocałowałam go. W końcu udało mi się go wygonić z domu i pojechał, a ja wróciłam do łóżka i dalej spałam. Ten dzień minął mi bardzo leniwie, bo jak jak wstałam to zjadłam śniadanie i znowu poszłam leżeć, ale nie powiem, że tego nie potrzebowałam, bo potrzebowałam takiego słodkiego lenistwa. Następnego dnia wstałam trochę wcześniej, bo musiałam iść do klubu, jednak i tak pojawiłam się tam dopiero o 14. Musiałam pomóc Tomkowi, podrzuciłam mu parę zdjęć i uporaliśmy się z arcytrudnym zadaniem w jakąś godzinę. Po drodze do domu kupiłam krewetki i parę innych rzeczy. W domu przebrałam się w coś bardziej normalnego i postanowiłam zabrać się za przyrządzanie krewetek. Jednak nie było mi dane długo cieszyć się samotnością gdyż usłyszałam dzwonek do drzwi. Oderwałam się od jakże trudnego zajęcia jakim było mieszanie smażących się krewetek, zmniejszyłam tylko gaz i poszłam do przedpokoju.
- Andrzej! - powiedziałam radośnie widząc środkowego za drzwiami.
- Cześć. - uśmiechnął się po czym wpuściłam go do mieszkania. Wyściskałam go i razem przeszliśmy do kuchni.
- To co Cię sprowadza w nasze skromne progi? - zapytałam nalewając do szklanek soku.
- Yyyy...no z Karolem się umówiliśmy. - powiedział niepewnie.
- Co za pokraka! On pojechał do Warszawy, bo jego mama bardzo chciała się z nim zobaczyć. - poinformowałam.
- No co Ty?! - dziwił się.
- No, kurde, ochrzanię go za to, że tak Cię wystawił! - powiedziałam podając mu sok.
- Nie no co Ty, to pewnie coś ważnego...- powiedział.
- No ale mógł Cię powiadomić.
- Dobra, nie roztrząsajmy tego. - powiedział. - A czemu Ty nie pojechałaś z nim? - zapytał.
- No wiesz, moje relacje z jego mamą są raczej, kiepskie, na prawdę nie przepadamy za sobą. Ja próbowałam się z nią dogadać i ona przy Karolu jest miła i kochana a jak ja z nią sama zostaję to wiesz, zmienia się o 180 stopni. - poinformowałam go.
- Tak, trudna kobieta, to prawda. - potwierdził moje słowa.
- Masz jakieś miłe wspomnienia z nią rozumiem? - zaśmiałam się.
- Ja osobiście na szczęście nie, ale słyszałem, że jest ciężko się z nią dogadać. - zaśmiał się. - Dobra, to ja nie będę Ci już siedział na głowie. - powiedział i wstał z krzesła.
- Ej, ej! Siadaj, nigdzie nie jedziesz! - powiedziałam. - Jak już się pofatygowałeś to chociaż zostań do jutra, opowiesz mi co tam u Ciebie słychać i w ogóle. - powiedziałam.
- A Karol nie będzie zły? - zapytał, widziałam, że jest zmęczony. Zapewne jazdą, całym sezonem i w ogóle tym wszystkim. Nie mogłam przecież pozwolić, żeby wracał do Bydgoszczy i nie daj Boże spowodował jakiś wypadek.
- Nie martw się, nie zrobimy niczego złego - powiedziałam. - Nie jesteśmy przecież w hotelu, a Ty nie masz żony, więc luz, ja romansuję tylko z żonatymi - zaśmiałam się.
- Ej nie o to mi chodziło. - powiedział, podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Wiem, niepotrzebnie gadam takie rzeczy. Przepraszam. - powiedziałam. - Ale ostatecznie przekonałam Cię i zostaniesz? - zapytałam.
- Tak, tak, przekonałaś mnie. - uśmiechnął się. - A co z Tobą i Mariuszem tak w ogóle? - zapytał. Wcale nie był to dla mnie problem, od jakiegoś czasu z Mariuszem było wszystko okej.
- Jest dobrze, pozostajemy w relacji przyjacielskiej, on nie przekracza żadnych granic, ja też nie, jest na prawdę dobrze. - powiedziałam czym wywołałam uśmiech na twarzy Andrzeja. Zajęliśmy się krewetkami i nawet sama nie wiedziałam kiedy tak na prawdę zrobiło się tak późno. Siedzieliśmy przy stole, pijąc wino i opowiadając sobie różne śmieszne historie. Śmiechu było co nie miara, Andrzej opowiedział mi jak to było jeszcze kiedy grał razem z Karolem. Całą zabawę przerwał nam dzwonek do drzwi. Wstałam więc i udałam się do przedpokoju.
- O, Paulina, cześć! - powiedziałam i wpuściłam Panią Wlazły do środka.
- Cześć. - powiedziała z uśmiechem i przeszłyśmy dalej. - Nie zajmę Ci dużo czasu. - dodała zatrzymując się w przedpokoju, do którego właśnie wtedy wszedł Andrzej. Przywitali się a ja chciałam się dowiedzieć jaki jest cel wizyty mojej dobrej znajomej.
- Słucham więc, o co chodzi? - zapytałam.
- Mam tylko jedno pytanie...
- Jakie?
- Od jak dawna trwa Twój romans z Mariuszem? - zapytała, a całe moje ciało przeszyły ciarki, nie wiedziałam co jej odpowiedzieć, łzy zaczęły napływać do moich oczu, a serce bić o wiele szybciej. Ta rozmowa była tak cholernie dziwna, Paulina starała się uśmiechać, starała się być spokojna, ale widziałam też w jej oczach łzy, to było okropne.
- To nie tak...- wyszeptałam kiedy po moich policzkach spływały łzy.
- Ja już wiem jak, tylko nie wiem ile to trwa...- powiedziała z takim ogromnym spokojem w głosie, że ja aż nie wiedziałam co zrobić. Andrzej postanowił zostawić nas same i wrócił do salonu.
- Paulina, ja nie wiem co mam Ci powiedzieć..
- Tylko jedno, od kiedy mnie zdradza! - powiedziała lecz głos zaczął się jej łamać na słowie ''zdradza''.
- Od mojego pierwszego dnia tutaj. Kiedy Mariusz mnie odwoził, to...pocałował mnie. - zaczęłam a ona stała i patrzyła na mnie wzrokiem pełnym żalu. - Ja nie chcę zwalać całej winy na niego, bo ja byłam tak głupia żeby się na to zgadzać, ale...- otarłam łzy, jednak to nie pomogło bo na policzkach zaraz pojawiły się nowe.
- Teraz też to robicie? - zapytała, kompletnie się łamiąc, bo zaczęła płakać.
- Nie. Od momentu kiedy jestem z Karolem nie...sypiamy ze sobą. - powiedziałam. - On nie potrafił przyjąć do wiadomości, że to koniec, ale ja się nie złamałam, przysięgam Paulina! - dodałam szybko zbliżając się do niej. Tak na prawdę była dla mnie jak starsza siostra, zawsze pomocna, zawsze potrafiła mnie pocieszyć, zawsze o mnie dbała.
- Natalia ja Ci zaufałam...- powiedziała szeptem. - A to co zrobiliście, to...
- Wiem, jestem na siebie cholernie zła i gdybym tylko mogła to cofnęłabym czas. - powiedziałam. - Mariusz mówił, że się nie potraficie dogadać, że wyjeżdżasz na szkolenia, że o nim nie myślisz, i że on się czuje niedoceniany, a ja...ja jestem jeszcze głupia, tak cholernie głupia, że mu w to uwierzyłam...
- On miał rację. Bardzo go zaniedbywałam, ale to nie był powód, żeby iść z Tobą do łóżka! - powiedziała wyraźnie poddenerwowana. - Poza tym, on miał swoją siatkówkę, a ja też mam swoją pasję, wiadomo, że mój marketing nie jest tak ważny jak jego pasja ale starałam się jakoś to pogodzić, nigdy bym nie pomyślała, ze on mnie zdradzi...- powiedziała, i wtem do mieszkania wbiegł Mariusz. Zdyszany, jakby biegł z 30 kilometrów.
- To moja wina, to ja namawiałem Natalię a ona sto razy chciała to skończyć...- powiedział w stronę Pauliny.
- Traktowałam Cię jak siostrę...- powiedziała żona Mariusza, obejmując mnie, nie zważając na jego słowa, po czym płacząc wyszła z mieszkania.
- Paulina! - wybiegłam za nią, jednak Mariusz złapał moją rękę.
- Zostaw ją, ona musi się uspokoić, ja jej to wytłumaczę. - powiedział. - Przepraszam. - dodał.
- Za co?
- Za to, że taki byłem, że nalegałem, a Ty jesteś jeszcze młoda, uległaś mi, a to nie było przecież dobre. - wytłumaczył mi. - Powinienem Cie wspierać, a nie szukać sobie w Tobie pocieszenia! - zacisnął pięść.
- Idź już, proszę. - wyszeptałam, nie chciałam tego słuchać, nie byłam na niego zła, ale chciałam przełożyć tę rozmowę na inny termin, bo miałam dość wrażeń jak na jeden dzień.
- Przepraszam. - wyszeptał, przytulił mnie i pocałował w skroń po czym wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi po czym ukryłam twarz w dłoniach, nagle poczułam na swoim ciele dotyk Andrzeja, momentalnie się w niego wtuliłam. Przeszliśmy do salonu, siatkarz zaparzył mi zieloną herbatę.
- Muszę stąd wyjechać. - powiedziałam ocierając łzy.
- Spokojnie, Natalia. - objął mnie ramieniem.
- Jak ja mam być spokojna, no jak?! - uniosłam się, a niepotrzebnie, Andrzej nie chciał niczego złego.
- Musisz się uspokoić, inaczej nie spojrzysz na to racjonalnie. - powiedział, i miał rację.
- Ach! Wiem, ale...
- Ale nie ma gadania, idziemy spać. - powiedział. - Chodź. - wyciągnął rękę w moją stronę, a po chwili oboje byliśmy już w mojej sypialni.
- Andrzej...- powiedziałam nieśmiało.
- Tak? - zapytał szperając w swojej walizce.
- Nie powiesz o tym Karolowi, prawda? - zapytałam.
- No co Ty, przecież Ci obiecałem. - powiedział i usiadł obok mnie. - Ale nie zrobiłaś nic złego w stosunku do Karola, przecież romans z Mariuszem zakończyłaś jeszcze jako wolna osoba, no nie?
- No tak, ale wiesz o co mi chodzi...
- Spokojnie, nic mu nie powiem. - przytulił mnie i powrócił do poszukiwań pidżamy. Wzięłam prysznic, który był mi na prawdę potrzebny, musiałam się uspokoić, Andrzej miał rację. Powróciłam do sypialni, a mój towarzysz smacznie sobie spał, generalnie chyba czekał aż wyjdę, ale mu się przysnęło, na prawdę słodki widok, takiego wielkoluda, który sobie śpi. Postanowiłam jednak zakłócić mu spokój i zaczęłam go budzić. Otworzył oczy i od razu się uśmiechnął a po chwili zniknął za drzwiami łazienki. Tym razem to ja nie czekałam na niego, bo to oznaczałoby myślenie o tym wszystkim, a ja chciałam się przespać i jutro spojrzeć na to ze świeżą głową.
______________________________________________________
Witam! Mocno spóźniony rozdział oddaję w Wasze ręce, przepraszam, że dopiero teraz, ale to wszystko przez mojego brata. Ten GENIUSZ zapomniał wziąć walizki z ładowarkami do laptopów, telefonów i innych tego typu rzeczy, a byliśmy we Francji przez tydzień, więc możecie sobie wyobrazić moją frustrację podczas tego jakże miłego wyjazdu. To właśnie przez to nie dodawałam nic przez tak długi okres czasu. Swoją drogą, w ogóle mi się ten rozdział nie podoba, przepraszam Was za niego, bo spieprzyłam to totalnie.
Wróciłam dzisiaj z Warszawy, byłam na koncercie Beyonce i powiem Wam, że dała czadu! Teraz gardło mnie tak boli, że nawet nie mogę śliny przełknąć, ale broń Boże nie żałuję tego, że tak się darłam. Dzisiaj widziałam zdjęcie Karola Kłosa, który też na tym koncercie był, więc lans z Kłosem mogę sobie do CV wpisać :D
Dobra, to tyle ode mnie. Miłego weekendu! Widzimy się z niektórymi za DWA TYGODNIE w Atlas Arenie :)
+ Nie, nie jestem adwokatem Michała Winiarskiego, próbuję jakoś zrozumieć jego decyzję, tylko tyle :)
Pozdrawiam, Mercy.